Sport » Baza noclegowa
|
|
Agrowypoczynek - oferty agroturystyczne nad morzem, w gorach, nad jeziorami
Agrowczasy nad morzem, w górach, nad jeziorem, tylko pewne strony, kliknij i zobacz, to wszystko dla Ciebie, nie będziesz żałował. zaplanuj agrowczasy z naszym serwisem. Agro jest dzisiaj na topie, zobacz i przyjedź do kwater agroturystycznych
http://www.zielonapolska.pl/
![]() data: 15-10-2008
| szczegóły
|
|
|
agrowypoczynek w gorach
Niskie ceny, wspaniałe warunki i moc atrakcji to Twoje wysnione agrowczasy. Mamy nadzieję, że po obeznaniu się z naszą ofertą, której szczegóły znajdziecie Państwo na naszej stronie internetowej postanowicie wypocząć właśnie u nas.
http://www.agrowypoczynek.com.pl/
![]() data: 15-05-2010
| szczegóły
|
|
|
Apartamenty i noclegi warszawa
Oferujemy apartamenty i noclegi na terenie miasta Warszawa. Wynajem apartamentów w Warszawie to świetna alternatywa dla drogich hoteli. Nocleg w naszych apartamentach to komfort i wygoda w dobrej cenie.
http://apartamenty-warszawa.com.pl/
![]() data: 11-04-2010
| szczegóły
|
|
|
Apartamenty nad morzem - wygodny nocleg nad Bałtykiem, apartament dla Ciebie
Apartamenty nad morzem, najwygodniejsze apartamenty nad morzem. Zapraszamy nad Bałtyk, tutaj wypoczniesz w doskonałych warunkach, naprawdę bardzo przystępne ceny za bardzo dobrą jakość. Nasze kurorty są coraz ładniejsze, coraz więcej atrakcji dla wypoczywających, apartamenty są Świetnym rozwiązniem. Wiele naprawdę ciekawych ofert tylko dla Ciebie. Przyjedź i przekonaj się , apartamenty nad Bałtykiem czekają. W naszej ofercie znajdziesz sporo nadmorskich miejscowości i kurortów. Apartamenty nad Bałtykiem, wyjątkowe i bardzo atakcyjne oferty czekają.
http://www.apartamenty-nad-morzem.pl/
![]() data: 15-05-2009
| szczegóły
|
|
|
Apartamenty w górach
Pokoje w górach.Jeżeli poszukuja Państwo terenu w którym można się zrelaksować i odpocząć to właśnie je znaleźliście. przybycie do naszych apartamentów to dobry pomysł na wyrwanie się z pospolitej rzeczywistości.
http://www.apartamenty.wgorach.pl/
![]() data: 04-06-2010
| szczegóły
|
|
|
Atrakcje turystyczne , ciekawe miejsca w Polsce
Serwis opisuje ciekawe miejsca, atrakcje turystyczne w Polsce. Serwis zawiera także darmową bazę, gdzie znajdują się szlaki turystyczne, baza noclegowa. Umieszczone zdjęcia i informacje ułatwiają poruszanie się i zwiedzanie naszego kraju. Opisane są tutaj atrakcje, zabytki oraz agroturystyka. Zapraszamy do współpracy także samorządy, oddajemy Wam do dyspozycji nasz portal. opiszcie uroki waszej gminy i okolic. Jeśli znasz ciekawe zabytki w Twojej okolicy zapraszamy do odwiedzin serwisu i opisania ich na forum, lub dodania pensjonatu do bazy noclegowej całkowicie za darmo.
http://www.atrakcjewpolsce.pl/
![]() data: 13-06-2010
| szczegóły
|
|
|
bali
Bali: wyspa bóstw, demonów i małp Ciepłe morze, rafy koralowe, wulkany i tarasy ryżowe, do tego fascynujące obyczaje i ceremonie religijne. Zielona wyspa jest synonimem tropikalnego raju. Nocną ciszę przerywa dobiegający z oddali dostojny i monotonny dźwięk gamelanu. Pod podłogą pokoju hotelowego coś piszczy - pewnie mysz, a może szczur? Na zewnątrz szczekają gekony. Za drzwiami słyszę delikatny szelest. Wyglądam przez okno i widzę cień odchodzącej gospodyni, która pod drzwiami mojego pokoju zostawiła ofiarę dla duchów: kilka ziarenek ryżu i kwiatki położone na liściu bananowca. Przed zaśnięciem zdążę jeszcze pomyśleć, że myszy spod podłogi będą miały kolację... Jestem w Ubud, kulturalnej stolicy Bali. Ubud to miasto galerii, tysięcy sklepów, tańca, muzyki, religii, pięknego rękodzieła i wielkiego kiczu. Położone pomiędzy tarasów ryżowych, otoczone brudnymi przedmieściami z setkami sklepów i hurtowni z wyrobami drewnianymi, garncarskimi i tkaninami, położone na skrzyżowaniu ruchliwych, zatłoczonych i głośnych dróg, umożliwia odnaleźć swój urok dopiero po bliższym Łodzi. Do Ubud docieram późnym wieczorem po dziesięciogodzinnej podróży i po pokonaniu 120 km. Opuszczam zdezelowanego busika i skręcam w pierwszą nastrojową uliczkę z nadzieją znalezienia noclegu. Intuicja mnie nie myli. Chwilę później zaczepia mnie długowłosy chłopak, za którym wchodzę po schodkach do ozdobnej bramy, za którą poprzez nieoświetlone podwórko pełne rzeźb, murków zagradzających drogę i koszyczków z ofiarami dla bogów dochodzę do wyplatanego bungalowu z tarasem. To jest mój pokój poprzez najbliższe dni - analogiczny do wszystkich hotelowych pokoi na Bali. W gęstwinie hasają makaki, przeskakują z drzewa na drzewo i domagają się bananów Obudzona bladym świtem poprzez koguty - drób często hodowany jest tutaj na miejskich podwórkach - wychodzę na ulicę i dostaję się od razu w centrum handlowego życia. - Wejdź chociaż na chwilę, tylko obejrzyj - zachęcają sprzedawcy. - Masaż, tanio - kuszą salony odnowy biologicznej. - Taxi, transport, motor? - zagadują panowie siedzący przy samochodach. Zakupy i masaż zostawiam na później. Używając przyjemnego chłodu poranka zwiedzam miasto. Małpi gaj (Monkey Forest) to najpopularniejszy cel turystów, w szczególności tych z małymi dziećmi. W gęstwinie hasają makaki, przeskakują z drzewa na drzewo i ze znakomitym skutkiem domagają się bananów. Niektóre osobniki są tak bezczelne, że wyrywają jedzenie z rąk spacerowiczów i tak cwane, że trzymając w lewej ręce jednego banana, prawą wyciągają po następnego. Tablice zalecające ostrożność w kontaktach z małpami nie są ulubioną lekturą ludzi odwiedzających gaj. Widzę, jak rozbestwiony makak zrywa spinkę z włosów dziewczyny, która dopuściła do zbytniej komitywy... Ubud to natomiast głównie sztuka. W Muzeum Puri Lukisan zgromadzono dzieła sztuki balijskiej z ostatnich dwóch wieków. Jeżeli już forma wyrazu artystów jest zróżnicowana, to nie można powiedzieć tego o podstawowych motywach dzieł: większość przedstawia powykrzywiane twarze demonów. W Muzeum Renesansu Blanco tematyka dzieł artysty jest inna - tu dominuje erotyzm. Warto także odwiedzić Muzeum Sztuki Neka, gdzie można przeanalizować postęp malarstwa balijskiego. Ubud zostawiłam sobie na deser. To podsumowanie podróży po rajskiej wyspie. Żółw-pieszczoch i lasy namorzynowe A początek? Opuszczamy prom z Jawy na Bali i szukamy transportu wzdłuż północnego wyspy. Jest nas kilkanaście ludzi - sami Europejczycy. Kobiety i mężczyźni oprócz mnie jadą do Loviny - popularnego kurortu. Ja chcę wysiąść z bemo (tak nazywają się tutaj mikrobusy służące za publiczny transport) w połowie drogi, w miejscowości Pemuteran. Pierwszy zgrzyt: negocjacje cenowe. Dla miejscowych cena do Loviny to 20 tys. rupii, od nas preferują po 30 tys. Nie ma także znaczenia, że wysiadam dużo poprzednio. - I tak zajmujesz miejsce w bemo - tłumaczy kierowca łamaną angielszczyzną. W końcu staje na 25 tys., a pokrętne wyjaśnienie kierowcy okazuje się niezgodne ze stanem realnym. Do bemo wschodzi tyle osób, ile pragnie wejść. Kto powiedział, że pasażerowie nie mogą wisieć w drzwiach? Do bemo wschodzi tyle ludzi, jak wiele preferuje wejść Pemuteran to przyjemny, położony na uboczu, luksusowy kurort zdominowany poprzez turystów niemieckich. Morze jest tak ciepłe, ze wchodzi się do wody bez otrząsania i rozgrzewania, a zarazem jest wystarczająco chłodne, że można w nim pływać z przyjemnością. Nie jest natomiast szmaragdowe, jak przekazują katalogi reklamowe biur turystycznych. Rano ma konsystencję i kolor krupniku, w południe przypomina rozcieńczoną zupę szczawiową, dopiero po południu robi się błękitne, za to wieczorem staje się czarne. Wybrzeże usiane jest drogimi hotelami i eleganckimi knajpkami, w żaden metodę nie przypomina jednakże turystycznego molochu. Nieogrodzone hotele są niewysokie, drewniane i wyplatane, turystów jest niewielu, a leżaki dostępne są nie tylko dla gości hotelowych. Na każdym kroku są centra nurkowe, organizujące wycieczki na oddalone rafy koralowe. Rafa jest również niedaleko brzegu. Jest ona natomiast mocno zniszczona. Wprawdzie australijska organizacja ekologiczna Reef Seen Aquatics stara się odbudować rafę, ale z mizernym rezultatem. Trudno się zresztą temu dziwić - poradnik, z którego usług korzystam za pośrednictwem tej organizacji, depcze po rafie. Gad co chwila podstawia się do drapania po skorupie, wystawiając z wody łeb i łypiąc wyłupiastym okiem Reef Seen Aquatics para się nie tylko ochroną rafy, ale również żółwi morskich. Gatunek ten jest zagrożony nie tylko działaniami człowieka, niemniej jednak i zwierząt. Żółwie żyją na głębokości kilkunastu metrów i wychodzą na brzeg jedynie po to, by złożyć jaja. Mięso żółwie uchodzi wśród Balijczyków za przysmak, a amatorami jaj są nie tylko kobiety i mężczyźni, ale także ptaki i wałęsające się po Bali hordami psy. Skutek jest taki, że jedynie z 1 jaja na 100 wykluwa się mały żółw. Ekologowie wykupują jaja od miejscowych (co zapewne zachęca tych ostatnich do wybierania jaj), a gdy żółwiki się wylegną i podrosną, są wypuszczane do morza. Podczas mojej wizyty w basenie pływa stadko malutkich żółwi i jeden dorodny osobnik, który po wypuszczeniu do wody każdorazowo wraca do niewoli. Ten dorodny gad co chwila podstawia się do drapania po skorupie, wystawiając z wody łeb i łypiąc wyłupiastym okiem. Pemuteran leży na skraju słynące z bogatej fauny parku narodowego „Bali Barat”. Do parku można wchodzić tylko pod opieką licencjonowanego kursu, ponoć ze względu na obecność dzikich i groźnych zwierząt. Po długich negocjacjach z Yuyu - przewodnikiem udaje mi się ustalić sumę 50$ za trzygodzinną wycieczkę po lesie. Wyruszamy o świcie. Las namorzynowy tonie w śmieciach, które pozostały po ceremonii religijnej z poprzedniego dnia, w lesie monsunowym zaś najciekawszymi okazami fauny okazują się makaki. Tyle, że ażeby na Bali obejrzeć te złośliwe małpki, nie powinno się płacić 50$ - są one wszędzie, gdzie tylko można zdobyć cokolwiek do jedzenia. Największą atrakcją jest sam las: ciemnozielony, gęsty, z lianami, chaszczami, jarami i przejściami nad rzekami po przewróconych drzewach. Pytam o niebezpieczne zwierzęta. - Dziesięć lat temu widziałem pytona - śmieje się Yuyu. Kraina tysiąca świątyń Na wschodnie wybrzeże jadę przez środek wyspy. Mijam najwyższą górę Bali - wulkan Gunung Agung (3142 m. n.p.m.), jednakże nie jest mi informacje podziwiać widoki, bo z nieba leją się strugi wody. Nawet pora sucha nie zapewnia słonecznej pogody. Nieciekawa aura nie stoi na przeszkodzie podziwianiu świątyń. A jest tu co podziwiać. Balijczycy są ludźmi fantastycznie religijnymi. Wyznają hinduizm, a właściwie jego lokalną odmianę, z domieszką animizmu i wiary w demony. W każdej wsi są trzy świątynie: jedna poświęcona Brahmie - stwórcy, druga Wisznu - bogu podtrzymującemu życie i trzecia Sziwie - bogu zniszczenia i śmierci. Jest także bez liku świątyń rodzinnych i niedużych kapliczek. Życie religijne Balijczyków nie jest ograniczone do modlitw w świątyniach. Dzień zaczyna się od złożenia ofiary, ryż, owoce i kwiaty w koszyczkach z bananowych liści znajdują się pod każdymi drzwiami, na ulicach, przed sklepami, w taksówkach. W ten sposób uspokaja się złe duchy, a dobrym zatrzymuje przy sobie. Święta są w większości sytuacji niż co drugi dzień - jest ich rocznie około 200. Świątynie posiadają różną rangę. Odwiedzam wiele „istotniejszych”. Pura Pulaki wznosi się nad samym morzem, w stronę którego wychylają się rzeźbione smoki. Na dziedzińcu świątyni grasują makaki, najwyraźniej przyzwyczajone do tego, że posiadają tu stołówkę. W Pura Beji i Pura Maduwe Karang uwagę przyciągają bogato zdobione, pełne szczegółów rzeźby przedstawiające sceny z życia bogów. Do położonej na wzgórzu świątyni Pura Kehen wchodzi się po schodach, a następnie przez rzeźbioną bramę. Na pierwszym dziedzińcu wpleciony w splątane gałęzie gigantycznego drzewa banyan jest bęben alarmowy. Na wewnętrznym dziedzińcu znajduje się kaplica poświęcona trzem bogom: Brahmie, Wisznu i Sziwie. Balijczycy do perfekcji opanowali zarabianie na turystach i i do świątyń wpuszczaja dopiero po uiszczeniu „dobrowolnej” ofiary. Jedynym wyjątkiem jest świątynia buddyjska - tu ofiara jest dobrowolna. Oprócz zapłacenia ofiary powinno się wypożyczyć bądź zakupić sarong - bez niego wejść na teren świątyni nie można. Mam swój sarong, zatem muszę płacić za sasz - pas podtrzymujący sarong. Jeśli nie za sasz, to za oprowadzenie po świątyni, ograniczające się w zasadzie do towarzystwa. „Prawdziwe” Bali - Jeżeli chcesz poznać prawdziwe Bali, jedź na wschodnie wybrzeże wyspy - poradził mi kilka dni wcześniej sympatyczny Jawajczyk. Posłuchałam jego rady i tak trafiam do Padangdbai - niedużego portowego miasteczka z dwiema uroczymi plażami. Jedna z nich - Blue Lagoon Beach uchodzi za jedną z najpiękniejszych na Bali. Znakomita reputacja jest zasłużona: plaża jest piaszczysta, cicha, otoczona lasem. Kilkadziesiąt metrów od brzegu jest dobrze zachowana rafa koralowa. Jedynym minusem są silne prądy, które umieją zepchnąć na skały nieostrożnych amatorów życia podwodnego. Gdy siedzę w knajpie i popijając świeży sok z mango czytam wydruki wskazówek z internetowego forum, gdzie ktoś radzi spostrzec pogrzeb na Bali, dostrzegam za oknem przemykającą w pośpiechu grupę kilkudziesięciu osób, podążającą za drewnianymi noszami, na których ani chybi leży nieboszczyk. Co za zbieg uwarunkowania! śpiesznie płacę i ruszam za konduktem. Kondukt dobiegł - bo tak można nazwać jego tempo - do trawnika w centrum (jak się okazuje, jest to cmentarz). Kiedy tam docieram, nieboszczyka kładą aktualnie na drewnianym rusztowaniu, które następnie zostaje podpalone, podobnie jak położone obok rzeczy personalne zmarłego. Zwłoki płoną dwie godziny, a w tym okresie czasu trwają przygotowania do kolejnej ceremonii. Na cmentarz trafiają kolejne kosze z ofiarami dla bogów i duchów, misternie ułożone kwiaty i pokarm. Posiłek jest też dla ludzi - którzy tradycyjnie ubrani w sarongi - siedzą wokół ognia i rozmawiają, podczas gdy pracownicy firmy pogrzebowej czy tez inni organizatorzy ceremonii długimi pogrzebaczami mieszają w krematorium. Po Tobie polewają wodą popiół i przekładają go do naczynia, które w otoczeniu świeżych pędów roślin, białych płócien i darów ofiarnych kładzione jest w miejscu spalenia, po czym rozpoczynają się modły. Prochy trafią w przyszłości do morza. Wśród ryżowych tarasów Tirta Gangga to malownicza wieś położona wśród niewysokich wzgórz. Na miejscu kupuję mapkę - narysowaną odręcznie i skopiowaną, niemniej jednak bez zaznaczonej skali. I ruszam. Najpierw do pałacu na wodzie, tonącego w morzu kolorów: różnorakich odcieni żółci, pomarańczy, czerwieni, amarantu. Orchidee, magnolie, hibiskusy - tysiące kwiatów otacza stawy, mostki i pawilony. Wegetacja trwa tu cały rok, ryż jest więc w różnorakich stadiach uprawy Następnie wędruję po wsiach. Wieś ciągnie się za wsią, w pomiędzy wsiami są tarasy ryżowe. Wegetacja trwa tu całe 356 dni w roku, ryż jest więc w różnych stadiach uprawy: na jednych polach dopiero wychodzi z globu, inne pokrywa soczystą zielenią, na kolejnych jest suchy i żółty i przypomina odrobinę nasze proso. W każdej wsi właściwie każdy człowiek poczuwa się do obowiązku zagadania do „Hallo! Where are you going”, a właściwie każdy pies do obszczekania mnie. Do tego dochodzą hordy dzieci, które pokazują mnie palcami i próbują dotknąć. Czuję się nie jak turystka, ale jak obiekt turystyczny. We wsi Budakeling słyszę dobiegające z dwóch stron dziwne zawodzenie poprzez mikrofon. Idę tam, skąd dochodzi głos i trafiam do świątyni, na dziedzińcu której kręci się tłum ludzi. Proszą mnie do środka i wyjaśniają, co się dzieje. Trwają przygotowania do Galugun - święta, gdy bogowie mają zstępować do świątyń, a które będzie jutro obchodzone. Na dziedzińcu świątyni posiada miejsce nie tylko próba mikrofonu, ale także przygotowanie jedzenia na ceremonię - na dziedzińcu świątyni znajduje się mięso na różnych etapach przetwórstwa - skończywszy na krojonych kawałkach, a poczynając na żywej, związanej, leżącej smętnie z wyrazem zrezygnowania na ryjku świni. Przygotowania do Galugun trwają też w dwóch w pozostałych świątyniach. Mieszkańcy znoszą pożywienie i ustawiają bambusowe tyczki przystrojone liśćmi i owocami, trwa próba gamelanu. Mężczyzna odpowiedzialny za organizację uroczystości zaprasza mnie do uczestnictwa. Żałuję, że nie mogę zostać tu dzień dłużej... Dane praktyczne Lata turystycznej świetności Bali podobno ma już za sobą. Po zamachu terrorystycznym w 2002 r. turyści zniechęcili się do wyspy. Po paru latach ruch turystyczny zaczyna się ożywiać, niemniej jednak podaż ofert turystycznych systematycznie przekracza popyt. Do wjazdu do Indonezji niezbędna jest wiza. Można ją uzyskać z ambasadzie w Gdańsku, 30-dniową wizę upon arrival można otrzymać na lotnisku. Do Indonezji doleciałam liniami KLM. Bilet do Dżakarty kosztował 2500 złotych. Noclegi na Bali są niedrogie. Pokój ze śniadaniem, niemniej jednak bez ciepłej wody, można dostać już za 7$, pokój z ciepłą wodą za 12$. Ceny jedzenia zależą od miejscowości, obiad można zjeść za 2-10$. Niskie ceny noclegów i wyżywienia miejscowi rekompensują sobie wysokimi opłatami za dodatkowe atrakcje, na przykład: za 3-godzinną wycieczkę snorklingową w morze należy zapłacić od 20 do 50$, godzina z przewodnikiem na rafie koralowej to koszt 5$, wypożyczenie maski, fajki i płetw 6$, 8-godzinna wycieczka do parku narodowego - 80$. Ceny w dużej mierze zależą od zdolności negocjacyjnych. Jeśli chodzi o transport, to do wyboru mamy autobusy (na długich trasach), bemo - mikrobusy pokonujące krótkie odcinki (ok. 20 km), odjeżdżające wówczas, gdy są pełne, shuttle busy - zorganizowany, nietani i niekoniecznie ekspresowy, ale i tak najszybszy metodę przemieszczania się, polegający na tym, że turyści z różnorakich miejscowości kupują bilety do miejsca docelowego i są tam przewożeni. Ponieważ turystów jest stosunkowo niewielu, nie opłaca się organizować busa z miejscowości A do miejscowości B. W związku z tym każdą w miarę turystyczną miejscowość opuszcza gruchot wypchany pasażerami jadącymi dokądkolwiek, a następnie w punktach przeładunkowych turyści są upychali w kolejnych mikrobusach. Takich punktów przeładunkowych zdarza się, że jest w ciągu dnia parę. Wieczorem dojeżdża się do celu. Można też wynająć samochód - najlepiej z kierowcą -za ok. 50$ dziennie. Samodzielni turyści mogą wypożyczyć motor lub skuter, ale należy mieć na uwadze ruch lewostronny i dość intensywny w porównaniu z Europą. W Indonezji funkcjonuje też coś wśród motorowym autostopem a taksówką, co nazywa się ojok - jest to zwerbowany na poczekaniu kierowca motoru, który za niewysoką opłatą podwozi w pożądane miejsce. Na Bali warto korzystać z masaży, które dostępne są wszędzie. Oferują je hotele, ośrodki spa, salony i saloniki na ulicach, masażyści oferują usługi na plażach. Nie wszyscy masażyści są wykwalifikowani, warto popytać się miejscowych przed skorzystaniem z masażu. Ceny profesjonalnych masaży zaczynają się od 8$.
http://www.ben-peter.info/a/Wczasy-na-Bali,8700
![]() data: 09-06-2010
| szczegóły
|
|
|
Biały Dunajec noclegi - wczasy w górach, Biały Dunajec pokoje
Biały Dunajec noclegi oferty zakwaterowania w górach. Zapraszamy do naszej miejscowości na udany wypoczynek przez cały rok. Tanie pokoje oraz pensjonaty, oferty noclegowe na każdą kieszeń
http://www.bialydunajec.wgorach.pl/
![]() data: 07-10-2008
| szczegóły
|
|
|
Bieszczady
Baza noclegowa Bieszczadzkiego Portalu Turystycznego www.zalewsolina.pl obejmuje całe województwo podkarpackie, informacje o pensjonatach, i hotelach wraz z możliwością dokonania rezerwacji noclegów w Bieszczadach.
http://www.bazanoclegowa.bieszczady.pl/
![]() data: 14-01-2010
| szczegóły
|
|
|
Bilety online Ruda Slaska
Nasze biuro istnieje od 2001 roku. Cieszymy się zaufaniem klientów. Spośród wielu ofert które sprzedajemy, przygotowujemy te które najbardziej odpowiadają życzeniom klienta. Dzięki nam i naszym partnerom przeżyjecie Państwo niezapomniane przygody i odpoczniecie od monotonii codzienności. Proponujemy odwiedzenie Państwu najciekawszych zakątków świata. Odkryjemy przed Państwem czar cudownych miast i niezapomnianych krajobrazów.
http://www.stemark.travel.pl/
![]() data: 15-06-2010
| szczegóły
|
12
1
19
0
0
0Dodaj nową stronę:




